Jednoślady uprzywilejowane

Rowerzyści foto: Auto Świat / Auto Świat
1de6932e-db99-424b-9652-76118ad64e58 0

W miastach przybywa dróg dla rowerów, ale ich budowa nie nadąża za rosnącą liczbą cyklistów. Pojawiają się problemy: jak, kierując autem, sprawnie i bezpiecznie skręcić w prawo?

Rowerzysta jadący na wprost ma w większości przypadków pierwszeństwo. Kierowca samochodu musi mu ustąpić, gdy, skręcając, przecina drogę dla rowerów; skręcając w prawo, musi też uważać, czy obok ulicą nie jedzie cyklista, któremu wolno wyprzedzać jadące pojazdy z prawej. Są miejsca, w których natężenie ruchu jednośladów jest tak duże, że w godzinach szczytu niemal nie sposób bezpiecznie przeciąć autem drogi dla rowerów: jadą wzdłuż ulicy z prędkością 20-30 km/h i szybciej, twardo egzekwują swoje pierwszeństwo, nie zwalniają, przecinając ulicę.

Na jeden cykl świateł przypadają 2-3 „okienka”, w których auto może skręcić i oddalić się z miejsca zagrożenia, co powoduje gigantyczne korki. Organizacja ruchu nie nadąża za zmieniającymi się przepisami i rosnącą liczbą cyklistów. W krajach, w których rower jest naturalnym środkiem lokomocji, ruch jest tak zorganizowany, żeby maksymalnie odseparować rowerzystów od jadących ulicami samochodów, a tam, gdzie nie sposób uniknąć przecinania się kierunków ruchu, o bezpieczeństwo i równe prawa dba sygnalizacja świetlna.

Weźmy Szwecję: wzdłuż ulic w mieście i poza nim prowadzą asfaltowe ścieżki dla rowerów, a tam, gdzie ruch jest niewielki – dla pieszych i rowerów. Ścieżki wiją się, oddalają od głównej drogi dla aut czasem na 100-300 m, przeprowadzają jadących na rowerach tak, by rowery i samochody nie mogły się spotkać albo spotykały się w bezpiecznych warunkach. Jeśli nie da się inaczej, stawia się sygnalizatory, które jednak biorą pod uwagę konieczny kompromis: trzeba dać przejazd rowerzystom, ale pamięta się także o kierowcach aut.

Rower jadący szosą? W większości miejsc to nie do pomyślenia – zaraz któryś z kierowców aut po wyprzedzeniu jednośladu (zwykle z nadmierną ostrożnością) daje znać kierunkowskazem: masz obok drogę dla siebie!

U nas, w imię słusznej dbałości o bezpieczeństwo jadących rowerami, doszło do przegięcia: gdy ja mogę skręcić w prawo (mam zielone), przez ulicę, w którą skręcam, śmigają cykliści z prędkością motorowerów. Im czerwone światło zapala się dopiero wtedy, gdy i ja mam czerwone. A wystarczyłoby zatrzymać ich pół minuty wcześniej – sygnalizatory chyba da się jakoś programować, prawda?

Naszym zdaniem

W godzinach szczytu kierowcy aut muszą szukać luki, żeby przeciąć ulicę pomiędzy jadącymi „pełną bombą” cyklistami. A wystarczy przeprogramować światła, żeby to zmienić.

Polecamy także:

Popularne komentarze (54)

No photo
~Lord426 : Bardzo dobry artykuł!!! Prosze zeby robic jak najwiecej w tym kierunku zeby poprawic przepisy zwiazane z rowerami i scieszkami rowerowymi. Wtedy napewno bedzie mniej agresji na drogach i mniej spięć miedzy kierowca a rowerzystą i proszę rowniez uświadomić rowerzystą ze ja maske wyklepie a on ma jedno zycie wiec niech troszke wiecej uwaźaja na przejazdach po ciezko jest wypatrzyc pedzacego rowerzyste w lusterku przy prawo skrecie doswiadczeni kierowcy wiedza o co chodzi pozdro!!
19 cze 20:55 | ocena: 100%
Liczba głosów:22
100%
100%
Zgłoś oceń: -1 +1
No photo
~a.s. do ~prawa srtona: Rowerzysta wjeżdżając na przejście dla pieszych z chodnika albo z pobocza jest włączającym się do ruchu i nie istotne z jakiej strony jedzie.
Dlatego też policjant po kolizji z rowerzystą na przejściu dla pieszych zadaje pytanie kierowcy i świadkom.
"Czy rowerzysta wchodził czy wjeżdżał na przejście dla pieszych?" Bo to jest ważne.
Wchodził to jest poszkodowanym.
Wjechał to jest poszkodowany i winny spowodowania kolizji na przejściu dla pieszych a jak nie ma ubezpieczenia OC a pewnie nie ma, to kierowca może mu założyć sprawę cywilną o odszkodowanie za zarysany samochód albo rozwaloną szybę :)
19 cze 17:28 | ocena: 89%
Liczba głosów:37
89%
100%
Zgłoś oceń: -1 +1
No photo
~Rowerzysta : Głupota PO, która wprowadziła możliwość wyprzedzania z prawej strony. Jadąc na rowerze nigdy nie egzekwuję tego prawa, ponieważ zawsze doszłoby do kolizji i zajechałbym drogę skręcającemu w prawo. Nie wiem jak można było coś takiego wprowadzić? Jadący z tyłu kierowcy co znają ten przepis patrzą na mnie jak na dziwaka, że puszczam auto, ale gdybym nie puścił znalazłbym się na jego masce, bo kierowcy nie patrzą. Za to ci co nie skręcają (póki nie skręcają) wielce znają przepisy i są oburzeni, że puszczam kierowców, ale gdyby byli w moim położeniu do woleliby się zatrzymać, żeby nie zostać połamanym lub nie wpaść pod tylne koło auta.
19 cze 17:18 | ocena: 80%
Liczba głosów:30
80%
100%
Zgłoś oceń: -1 +1

Wpisz komentarz

Nie udało się dodać załącznika.
Nie udało się dodać więcej załączników, usuń któryś z już dodanych
Poczekaj chwilę - trwa dodawanie załączników.

Komentarz został wysłany.

Przepraszamy Twój komentarz nie może zostać wysłany

Wkrótce pojawi się w serwisie. Zachęcamy do dalszej dyskusji. Wystąpił błąd i nie można zapisać komentarza.

 
No photo


Twój podpis

Redakcja poleca