Autem w zwierzę - kto za to zapłaci?

Autem w zwierzę - kto za to zapłaci? foto: Piotr Szypulski / Auto Świat
d8b7c82d-f412-4b71-af4c-03a64e05e39c 0

W razie wypadku z udziałem dzikich zwierząt trudno jest uzyskać odszkodowanie od zarządcy drogi. Odpowiada on za takie szkody tylko w szczególnych przypadkach

Kto miał nieszczęście uczestniczyć w zdarzeniu drogowym, w którym zwierzę żyjące w stanie wolnym, takie jak sarna czy łoś, wtargnęło mu przed maskę i doszło do zderzenia, ten wie, że szukanie winnych tej sytuacji oraz uzyskanie odszkodowania za uszkodzony samochód, a nierzadko również zadośćuczynienia za doznane obrażenia ciała, może być nie tylko długotrwałe, ale również nie tak oczywiste, jak mogłoby się to wydawać.

Aby określić podmiot odpowiedzialny oraz zwiększyć szansę na uzyskanie odszkodowania, radzimy w każdym takim przypadku zawiadomić o zdarzeniu policję, która po przyjeździe dokona oględzin miejsca kolizji i sporządzi odpowiednią notatkę opisującą okoliczności zdarzenia.

Następnie na spokojnie powinniśmy zbadać, czy odcinek drogi, na którym potrąciliśmy zwierzę, jest oznakowany znakiem A-18b. Z przepisów wynika, że znaki ostrzegawcze, a do takich znaków należy znak A-18b, stosuje się w celu uprzedzenia o takich miejscach na drodze, w których kierujący powinni zachować szczególną ostrożność ze względu na występujące lub mogące występować w tych miejscach niebezpieczeństwa.

Znaki ostrzegawcze stosuje się nie tylko w miejscach, gdzie występuje niebezpieczeństwo stale, lecz także tam, gdzie występuje ono okresowo, np. w miejscach pojawiania się zwierząt. Istotne jest, iż znak A-18b „zwierzęta dzikie" stosuje się do oznaczenia miejsc, w których zwierzęta dziko żyjące często przekraczają drogę, np. przy wjeździe do lasu o dużej ilości zwierzyny lub w miejscu przecięcia przez drogę dojścia do wodopoju.

Gdy stwierdzimy, że taki znak jest przy drodze ustawiony, nie mamy praktycznie szans na uzyskanie odszkodowania w inny sposób niż skorzystanie z własnej polisy autocasco, o ile oczywiście taką mamy, a jej warunki nie wyłączają odpowiedzialności ubezpieczyciela za szkody spowodowane potrąceniem dzikiej zwierzyny. Niestety, brak takiego znaku nie przesądza jeszcze o odpowiedzialności zarządcy drogi, na której doszło do kolizji, choć daje nam szansę na uzyskanie odszkodowania na tak zwanych zasadach ogólnych – czyli w zależności od pozostałych okoliczności zdarzenia.

Odpowiedzialność na zasadzie winy

Co to oznacza? Zarządca drogi będzie obowiązany do naprawienia szkody, jeżeli doszło do niej na skutek jego działania lub zaniechania. Oznacza to, iż obowiązek ten powstanie jedynie wtedy, gdy zarządca naruszy konkretne obowiązki określone w przepisach prawa. Jednym z takich obowiązków jest właśnie odpowiednie oznakowanie drogi poprzez zamieszczanie na drogach znaków drogowych informujących o miejscu występowania dzikich zwierząt.

Do obowiązków zarządcy drogi należy bowiem w szczególności utrzymanie nawierzchni drogi, chodników, drogowych obiektów inżynierskich, urządzeń zabezpieczających ruch i innych urządzeń związanych z drogą. Przez utrzymanie drogi natomiast należy rozumieć wykonywanie robót konserwatoryjnych, porządkowych i innych zmierzających do zwiększenia bezpieczeństwa i wygody ruchu.

Ważne, czy zdarzały się tu już wypadki

Aby zatem uzyskać odszkodowanie, należy wykazać po pierwsze, że zarządca np. poprzez swoje zaniechanie nie umieścił na danym odcinku drogi znaku ostrzegawczego A-18b, po drugie zaś, że pomiędzy tym zaniechaniem a naszą szkodą występuje adekwatny związek przyczynowy. W tym celu powinniśmy ustalić, czy na danym odcinku drogi dochodziło już wcześniej do wypadków lub kolizji z udziałem dzikich zwierząt.

Dane te można uzyskać, kierując zapytanie do właściwej miejscowo jednostki policji lub Systemu Ewidencji Wypadków i Kolizji Drogowych prowadzonego przez Komendę Główną Policji. Dodatkowo możemy zwrócić się do właściwego koła łowieckiego o udzielenie informacji, czy interesujący nas odcinek drogi jest na szlaku migracji dzikich zwierząt oraz czy informacja o tym fakcie była przekazywana zarządcy drogi. Jeśli w danym miejscu nie dochodziło wcześniej do podobnych zdarzeń i odcinek drogi nie przecina szlaku migracji zwierząt, szanse na uzyskanie odszkodowania są praktycznie zerowe.

Ważne są okoliczności wypadku

Podsumowując, odpowiedzialność zarządcy drogi jest uzależniona od tego, czy aktywnie bada on stan zagrożenia na drodze (na podstawie ilości zgłoszonych wypadków, migracji zwierząt) i w związku z tym – czy aktualizuje informacje o zagrożeniach poprzez umieszczenie lub znoszenie odpowiednich znaków drogowych.

W praktyce bardzo ważne jest to, że ciężar udowodnienia odpowiedzialności zarządcy drogi spoczywa na poszkodowanym. To on musi wykazać zawinione działanie lub zaniechanie po stronie zarządcy drogi, musi udokumentować wysokość szkody oraz adekwatny związek przyczynowy pomiędzy zaniechaniem zarządcy drogi (w tym przypadku nieumieszczeniem znaku ostrzegawczego) a zaistniałą szkodą.

W związku z tym, przed skierowaniem sprawy na drogę sądową powinniśmy zebrać dowody winy zarządcy drogi i poddać je ocenie, czy dają one podstawę do przypisania zarządcy odpowiedzialności za szkodę. Pamiętajmy też, że każda sprawa z uwagi na swoje wyjątkowe okoliczności (np. nadmierna prędkość kierowcy) jest inna, a odpowiedzialność zarządcy drogi nie jest automatyczna.

Polecamy także:

Popularne komentarze (25)

No photo
~kk : Niedługo zarządcy dróg w Polsce ustawią przy wjeździe do PL następujące znaki
Wykrzyknik + wyboje + tabliczka koniec drogi, by nie odpowiadali za uszkodzenia pojazdów powstałe z winy ubytków nawierzchni
Uwaga dzikie zwierzęta + tabliczka na odcinku 700km
Dzięki temu za nic nie będą już odpowiadać

Jak przykład - nowy odcinek S7 - ogrodzony jak na ekspresówkę przystało i znak dzikie zwierzęta - bez znaku odwołującego - wynika z tego, że jadąc w PL A4 czy S7 do kolejnego zjazdu uważać na zwierzaki
8 wrz 08:14 | ocena: 100%
Liczba głosów:78
100%
100%
Zgłoś oceń: -1 +1
No photo
~Obserwator : Najlepiej żeby znak A-18b ustawić przy wszystkich wjazdach granicznych do RP z informacją że obowiązuje na terenie całego kraju. Wtedy sytuacja będzie klarowna a wszelkie roszczenia bezpodstawne. O ile kierowcy prowadzący ciężarówki mogą na podstawie zapisów z tachografu udowodnić policjantowi, że poruszali się z prędkością mniejszą niż przewidują znaki drogowe w tym miejscu o tyle kierowcy osobówek raczej nie. Poza tym jak to już napisał jeden z przedmówców co jeśli zwierzę wyskoczyło tuż przed pojazdem z zarośli, wtedy nawet prędkość 30 km/h jest niewystarczająca do wyhamowania.
8 wrz 17:44 | ocena: 100%
Liczba głosów:11
100%
100%
Zgłoś oceń: -1 +1
No photo
~Kierowca zawodowy do ~~~: W innych cywilizowanych krajach, nawet na autostradach co jakiś czas jest znak przypominający ile można max jechać. W Polsce banda cwaniaków wymyśla bezsensowne przepisy i każe biegać kilometr z miarką po autostradzie... Druga kwestia dotyczy policmajstrów. Zawsze mandat i stara śpiewka o dostosowaniu prędkości do sytuacji. Pytanie brzmi, ile na godzinę trzeba jechać, żeby nie dostać mandatu w przypadku kolizji z dzikim zwierzęciem na oznakowanej odpowiednio drodze? Proszę o odpowiedź panów policjantów. Ja jechałem 60 przy ograniczeniu do 90, sarna wpadła mi prosto z zarośli pod auto, nie miałem szans nawet nacisnąć hamulec a pan policjant wypisał mi 300 zł. Ile kilometrów na godz powinno się jechać żeby nie dostać w takim przypadku mandatu? A jak uderzy zwierzę w bok auta to też mandacik? Nadmienię, że w sądzie wygrałem sprawę z policją, ale odszkodowania od zarządcy drogi nie dostałem.
8 wrz 10:55 | ocena: 100%
Liczba głosów:41
100%
100%
Zgłoś oceń: -1 +1

Wpisz komentarz

Nie udało się dodać załącznika.
Nie udało się dodać więcej załączników, usuń któryś z już dodanych
Poczekaj chwilę - trwa dodawanie załączników.

Komentarz został wysłany.

Przepraszamy Twój komentarz nie może zostać wysłany

Wkrótce pojawi się w serwisie. Zachęcamy do dalszej dyskusji. Wystąpił błąd i nie można zapisać komentarza.

 
No photo


Twój podpis

Redakcja poleca