Niedzielny kierowca TIR-a?

Niedzielny kierowca TIR-a foto: Robert Magdziak / Auto Świat
6aac8c55-85c6-460a-a23f-19c7db2d8268 0

Czasem zawodowi kierowcy robą szkolne błędy. Tak proste, że aż trudno w to uwierzyć…

Teoretycznie kierowcy zawodowi powinni wyznaczać poziom dla pozostałych. Dawać dobry przykład, błyszczeć opanowaniem i umiejętnościami w zakresie techniki bezpiecznej jazdy. Kierowcy TIR-ów i autobusów powinni stanowić elitę, choćby dlatego, że albo wożą ludzi, albo ciężkie ładunki i spoczywa na nich ogromna odpowiedzialność. Być może nawet tak jest, ale…

…ale trochę za często można zaobserwować zachowania, które podważają wysokie kompetencje kierowców zawodowych. Żeby nie być gołosłownym, posłużę się prostym przykładem. Trasa dojazdowa do Warszawy, godzina piętnasta, czwartek. Ruch jest gęsty, trzy pasy poruszają się w żółwim tempie. Prawym pasem jadą głównie TIR-y. Akurat zbliżałem się do zjazdu, więc musiałem zająć ten właśnie pas. Wśród kierowców zawodowych powinienem się czuć bezpiecznie. I co?

W lusterku widzę wielki grill chłodnicy ciężarówki o wysokości domku letniskowego. Jej kierowca przykłada widać dużą wagę do tego, żeby odstęp pomiędzy przednim zderzakiem jego ciężarówki a tylnym zderzakiem mojego auta był jak najmniejszy. Próbuję delikatnie przyspieszyć – ciężarówka zaraz mnie dogania. Zostawiam miejsce przed moim samochodem, żeby w przypadku nagłego hamowania aut przede mną móc łagodniej zmniejszyć prędkość. Ale i to na nic, bo zaraz ktoś się w to miejsce wciska.

A ciężarówka w lusterku napiera konsekwentnie – odstęp jest tak mały, że kiedy parkuję między innymi samochodami, dzieli mnie od nich mniej więcej taka odległość. To oczywiście złudzenie, w rzeczywistości TIR jedzie około dwa metry z tyłu, ale to i tak bardzo mało. Co mogę na to poradzić?

Nic. Jedyna możliwość to zmiana pasa, ale wtedy kierowca TIR-a będzie najeżdżał na inny samochód. Dla mnie to istotna różnica, ale globalnie – żadna. I teraz nie sposób nie zapytać: gdzie tacy kierowcy ciężarówek uczą się jeździć? Gdzie jest to mitologizowane doświadczenie zawodowego kierowcy? Chciałbym, aby opisywana sytuacja była jednostkowa, ale nie jest.

Wystarczy wjechać na jeden z warszawskich mostów – lokalni kierowcy dobrze wiedzą, który – aby przekonać się, że nie tylko kierowcy stuningowanych aut osobowych z pulsującym basem i ciemnymi szybami spychają innych z pasa. Robią to też ciężarówki – a najczęściej ciągniki siodłowe z wielką naczepą, albo cysterny bez ładunku. Upraszczając, sytuacja jest podobna do opisanej kilka linijek wcześniej, tyle że odbywa się przy prędkości około 80 km/h. W lusterku nagle coś zaczyna rosnąć, a gdy już prawie na nas wjeżdża, zawodowy, doświadczony kierowca ciężarówki wykazuje się swoim rajdowym kunsztem i gwałtownie odbija w lewo, aby wyprzedzić nasz samochód. O co tu chodzi?

Czy to po prostu głupota, czy może coś gorszego? Przyglądając się takim manewrom „niecierpliwych” TIR-ów można dojść do wniosku, że chodzi tu o pewnego rodzaju… Styl. Ten dynamiczny najazd na tył jadącego spokojnie auta osobowego i gwałtowne, zamaszyste ominięcie muszą dostarczać kierowcy zawodowemu pewnego rodzaju dumy, która jest dla niego potwierdzeniem własnych umiejętności.

Gdyby ktoś zaoponował, że piszę tylko o TIR-ach, to kilka lat temu można było na innym warszawskim moście – po przeciwległej stronie miasta – zobaczyć „latające” puste ciężarówki z budowy. Wywrotki. Były wtedy jednymi z najszybszych pojazdów na tym odcinku drogi, która dzięki szaleństwu urbanistów zaczyna się zaraz przed i kończy tuż za mostem.

Nie wiem już, co i ile razy trzeba by było napisać, ani ile wiosen musi minąć, żeby niektórzy - bo przecież nie wszyscy - kierowcy zawodowi przestali zachowywać się jak dzieci i przynosić wstyd tym swoim kolegom po fachu, którzy potrafią jeździć bezpiecznie. A jeżeli muszą tak bezmyślnie prowadzić, to niech chociaż będą uczciwi i przykleją sobie naklejki z zielonym listkiem. Nie wierzę, żeby kierowca ciężarówki nie rozumiał, iż odstęp dwóch metrów od zderzaka pojazdu jadącego z przodu nie jest bezpieczny nawet przy prędkości 40 km/h. Ale chyba jedyne, co mogę poradzić, to żeby w samochodach siedmioosobowych nigdy nie jeździć w ostatnim rzędzie foteli. A już pod żadnym pozorem nie sadzać tam dzieci. Gdy w tył auta wjedzie TIR, szanse przetrwania takiej kolizji bez szwanku przez pasażerów trzeciego rzędu foteli są niewielkie, a strefa zgniotu, która ich chroni – symboliczna.

Czy więc auta siedmioosobowe są z założenia złe? Nie. Tylko ich projektanci nie praktykowali w kraju, gdzie zawodowi kierowcy ciężarówek utrzymują zabójczy odstęp od poprzedzającego samochodu. Zapraszamy do komentowania – może macie jakiś sposób na zmuszenie kierowcy jadącego za Wami TIR-a do utrzymania bezpiecznego odstępu.

Polecamy także:

Popularne komentarze (219)

No photo
~p : Panie Redaktorze problemem są nie kierowcy ciężarówek, którzy niestety zdobyli to "doświadczenie" podróżując po zatłoczonych przedmieściach a kierowcy aut osobowych, którzy są tak spóźnieni, iż nie mogą chwilę odczekać. Jadąc osobówką/TIRem rano do pracy wystarczy zrobić 2m odstępu a zaraz wepchnie się tam inny kierowca z sąsiedniego pasa do jazdy w innym kierunku, na ciągłej, któremu tak się spieszy że nie może odczekać jednych świateł. Proszę rano z Legionowa dojechać do Żoliborza przez Północny to sam Pan zrozumie. Ciężarówka ma też inną drogę hamowania zatem wjazd przed nią osobówki i nagłe hamowanie (nagminne) prowadzi do nieszczęścia... Może kolejne pokolenie a raczej autonomiczne samochody elektryczne coś zmieni. Póki co tylko policja wyłapująca wpychających się cwaniaczków na ciągłej ale oni siedzą po wsiach w rowach i wyłapują na zabudowanym +50 bo cóż ze tam tylko łąka ale znak jeszcze obowiązuje:)
6 cze 11:25 | ocena: 100%
Liczba głosów:10
100%
100%
Zgłoś oceń: -1 +1
No photo
~Irek 24 : Jeżdżę busem do 3,5 tony. Utrzymanie tzw. bezpiecznej odległości byłoby jak najbardziej możliwe gdyby nie cwaniaczki wpychające się w ostatniej chwili przed busa i ciężarówkę. Według nich niech frajerzy stoją w korku, ich korki nie dotyczą. Takie wpychanie się w lewo lub prawo skręty w ostatniej chwili jest sportem narodowym sporej części naszych wspaniałych kierowców. I taki kierowca ciężarówki lub busa jeśli chce pokonać zakorkowany odcinek musi jechać na zderzaku, inaczej zajęło by mu to czas do rana.
5 cze 18:36 | ocena: 92%
Liczba głosów:264
92%
100%
Zgłoś oceń: -1 +1
No photo
~kierowca : Hmmm. Polemizował bym z tym. Większe niebezpieczeństwo na drodze o dziwo mamy dzięki kierowcom aut osobowych. Dlaczego??
Otóż jeżdżę do pracy do Niemiec przez Świecko. Po drodze na autostradzie przynajmniej teraz są dwie zwężki ( w zależności czy służby drogowe coś robią to czasami 3-4). I co zauważyłem. Znaki o zwężeniu jezdni i zmianie pasa są ustawiane średnio dwa kilometry wcześniej, ale kierowcy aut osobowych w większości jadą praktycznie do samego końca przed zwężką wciskając się na chama i stwarzając zagrożenie na drodze zamiast jadąc na tak zwaną zakładkę. Co im to da że wyprzedzą TIR-a lub dwa. Nic bo to naprawdę paręnaście sekund, ale większość kierowców myśli inaczej " a wyprzedzę parę aut będę wcześniej" i potem mamy wszyscy problemy bo z trzech pasów robi się jeden, na którym w razie kolizji lub wypadku przeważnie TIR wjeżdża w auto osobowe. Jak myślicie dlaczego?? Dla tego że kierowcy TIR-ów źle jeżdżą (wyjątek stanowią kierowcy ze wschodu typu Litwa Łotwa Estonia I Rosja). Otóż nie, to dlatego że kierowcom aut osobowych za bardzo się spieszy i piszę to jako kierowca auta osobowego
5 cze 19:13 | ocena: 79%
Liczba głosów:124
79%
100%
Zgłoś oceń: -1 +1

Wpisz komentarz

Nie udało się dodać załącznika.
Nie udało się dodać więcej załączników, usuń któryś z już dodanych
Poczekaj chwilę - trwa dodawanie załączników.

Komentarz został wysłany.

Przepraszamy Twój komentarz nie może zostać wysłany

Wkrótce pojawi się w serwisie. Zachęcamy do dalszej dyskusji. Wystąpił błąd i nie można zapisać komentarza.

 
No photo


Twój podpis

Redakcja poleca