Czy warto jechać po auta z Niemiec? Może w Polsce jest taniej?

Okazje się skończyły. Pojazdy wysoko wycenione i opisane w ogłoszeniach jako idealne to nierzadko złom, którego w Polsce nikt nie zechce – dziwne, że mają ważny przegląd. Naprawdę dobre samochody są droższe niż w kraju. Jechać po auta z Niemiec? Nie! Lepszy interes to eksport polskiego złomu

Wybraliśmy się po auta z Niemiec, aby – tak jak tysiące drobnych handlarzy z Polski – kupić tam używany samochód. Jesteśmy przy tym w o tyle leps;zej sytuacji, że nie chcemy na tym zarobić, natomiast zależy nam na starszym aucie w dobrym stanie, które nie przeszło przez ręce polskiego pośrednika kupującego najtańsze sztuki, cofającego liczniki i maskującego wady tak, by samochód wyglądał dobrze w dniu sprzedaży, a potem – może się rozlecieć.

Auta z Niemiec na portalach

Już przeglądając oferty na portalu Mobile.de – jednym z najpopularniejszych w Niemczech – czujemy, że nie będzie łatwo. Anonse na Mobile.de sortowane są według sprzedawców. „Privatanbieter” oznacza osobę prywatną, z którą trzeba się umówić, zwykle telefonicznie, co jest możliwe, jeśli dobrze zna się niemiecki. „Händler” to profesjonalny pośrednik, zazwyczaj właściciel placu, do którego można przyjechać (bez uprzedzenia) w godzinach pracy. Tak się przynajmniej wydaje.

Ponieważ chcemy kupić ładnego Mercedesa W124 kombi z klimatyzacją, w cenie do 3,5 tys. euro i miejskie autko (Fiata Punto, Nissana Micrę albo VW Polo) w granicach 1,5-2 tys. euro, zaopatrujemy się w wydruki ogłoszeń z internetu. Wybieramy z setek anonsów tylko te, które dobrze rokują. Decydujemy się obejrzeć wyłącznie samochody „w idealnym stanie”, „zadbane”, „serwisowane”.

Auta z Niemiec - rozczarowanie

Szybko okazuje się, że „Händler” nie zawsze oznacza komis. Pierwsze auto oglądamy w środkowych Niemczech, niedaleko Fuldy. Małe, senne miasteczko, w wąskiej uliczce zaparkowany jest samochód. Widzimy starego Mercedesa za 3,5 tys. euro, który na zdjęciach w internecie wyglądał jak nowy, a w rzeczywistości ma ogromne zacieki na błotnikach. Lekcja pierwsza: „stan idealny” może oznaczać wszystko – tak jak w Polsce. Handlarz, którego wzywamy przez telefon, dziwi się, że nie zadzwoniliśmy przed przyjazdem.

Otwiera maskę i pokazuje silnik zalany olejem. Proponuje rabat, ale odmawiamy – nie chcemy przywozić złomu do Polski. Trzy godziny później i 350 km dalej, już pod granicą francuską, oglądamy podobne auto, które jest o 500 euro tańsze i... o wiele gorsze. Właściciel komisu z „youngtimerami” – żaden Turek, prawdziwy Niemiec – tłumaczy, że karoserię pogiętą przez gradobicie naprawimy w Polsce za 500 euro, a więc: „to nie problem”.

Zaczynamy zwiedzać place z autami używanymi, które znajdujemy w niemal każdej większej miejscowości.Widzimy pojazdy wszystkich kategorii: od „ogryzków” w rodzaju 13-letniego zardzewiałego Forda Fiesty, którego w Polsce w tym stanie ktoś co najwyżej kupiłby na części, przez w miarę jeszcze dobre, ale stare i niepopularne samochody po 1,5-2 tys. euro, jak np. Renault Clio pierwszej generacji, matowe Renault Kangoo w podstawowej wersji czy Nissan Micra z płóciennym, ale uszkodzonym dachem, po prawie nowe auta w rodzaju półrocznego Fiata Qubo 1.4 za 12 490 euro, czyli więcej niż kosztuje w Polsce... nowy egzemplarz!

Większość oferowanych pojazdów łączy jedno: nie opłaca się ich kupić. Szybko orientujemy się, że popularne auta z niemiec oferowane w dobrych cenach przez prywatnych sprzedawców są błyskawicznie przechwytywane przez tureckich pośredników. Widać, że i Niemców irytują już „agresywne propozycje cenowe”, bo w ogłoszeniach proszą, aby nie dzwonić i nie proponować kwot 3-krotnie niższych od ceny wyjściowej, a wyczuwając obcy akcent przez telefon, pytają: „Czy jest Pan handlarzem?”.

Zdarza się i tak, że przyjeżdżamy obejrzeć samochód, a na miejscu są już oferenci o śniadej cerze. Co ciekawe, w tureckim komisie mamy największą szansę na tani nabytek, ale obowiązuje zasada: kupujesz na własną odpowiedzialność, tu nikt prawdy nie powie.

Auta z Niemiec - kryzys

Samochody dawniej złomowane lub oferowane za 100 euro są doraźnie naprawiane, choćby zaszpachlowanym i zamalowanym płótnem przyklejonym na rdzę. To nie przeszkadza żądać za taki pojazd np. 1 tys. euro. To, że auto ma ważny TÜV, nie znaczy, że jest sprawne. „Auspuff erneuert” (po niem.: wymieniony wydech) nie musi oznaczać prawdy. Być może ktoś zapłacił 60 euro za pospawanie i chwali się tym w ogłoszeniu.

Ładne stare auta wciąż jeszcze w Niemczech są, ale nie na sprzedaż. Jeżdżą i będą jeździć, dopóki są ładne. Jeśli ktoś sprzedaje samochód, to albo żąda astronomicznej ceny, albo pozbywa się kłopotu. To efekt „szrotpremii” – rządowej akcji dopłat dla złomujących stare pojazdy. Na szroty nie trafiły wtedy tylko auta będące w rękach biedaków, którzy nie mieli z czego dołożyć do nowego samochodu.

Z kolei dobre młode auta, owszem, znajdziemy bez trudu w salonach dilerskich i ekskluzywnych komisach, często wystawione wprost na ulicy. W kategorii „do 8 lat” nie mamy jednak czego szukać – takie same, ale tańsze samochody można kupić u polskich dilerów, i to z gwarancją. Ostatecznie decydujemy się na zakup nieco porysowanego Mercedesa W124, który łącznie z naprawami i opłatami w Polsce kosztuje nas ponad 20 tys. zł. Taki zakup – dla siebie – może się opłacać. Na handel – nie!

Auta z Niemiec - koszty sprowadzenia i rejestracji samochodu w Polsce

Poza ceną, jaką musimy zapłacić w Niemczech, do kosztów kupna samochodu za granicą trzeba doliczyć liczne opłaty urzędowe, które poniesiemy w Polsce:

  • 440 zł – orientacyjny koszt pięciodniowego ubezpieczenia wraz z tablicami rejestracyjnymi pozwalającymi przyjechać samochodem do Polski na kołach;ok. 7 zł za 1 litr kosztuje benzyna sprzedawana na stacjach w Niemczech;tzw. duża akcyza, która dotyczy samochodów z silnikami o poj. pow. 2000 ccm. Wynosi ona 18,6 proc. wartości (nie ceny!) auta. W praktyce w odniesieniu do starszych pojazdów handlarze płacą „co łaska” i fałszują umowy kupna, w przypadku młodszych urzędy weryfikują jednak umowy (uwaga na kary!) albo powołują rzeczoznawców. W przypadku auta o wartości 3000 euro jest to ok. 2450 zł;mała akcyza – 3,1 proc. – dotyczy aut z silnikami do 2000 ccm. W przypadku auta o wartości 3000 euro jest to 410 zł;500 zł – opłata recyklingowa;160 zł – VAT 25 – zaświadczenie o braku obowiązku zapłaty podatku VAT, wydawane przez urząd skarbowy. Jeśli kupimy auto w cenie netto, płacimy 23 proc. VAT;100 zł – tłumaczenie dokumentów przez tłumacza przysięgłego;250 zł – orientacyjny koszt rejestracji w wydziale komunikacji urzędu gminy;60 zł – ustalenie parametrów technicznych samochodu wykonywane przez stację kontroli pojazdów;300 zł – załatwienie formalności urzędowych przez agencję celną. Polecamy skorzystanie z takiej usługi szczególnie tym osobom, które nie mają czasu, żeby stać w kolejkach w urzędach.


Komentując korzystasz z narzędzia Facebooka. Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników. Aby zgłosić naruszenie – kliknij w link „Zgłoś Facebookowi” przy wybranym poście. Regulamin i zasady obowiązujące na Facebooku znajdują się pod adresem https://www.facebook.com/policies

Redakcja poleca