Czy bać się auta z dużym przebiegiem?

Czy bać się auta z dużym przebiegiem? foto: Auto Świat
876c1c05-a994-4d38-9c51-90887104c141 0

Specyfika polskiego rynku sprawia, że tytułowe pytanie można by ująć inaczej, a sens pozostanie w zasadzie bez zmian: „używany 10-latek: bać się czy nie?”. A to dlatego, że mnóstwo pojazdów ma cofnięty licznik...

  • Wystarczy regularnie serwisować auto i na bieżąco usuwać usterki, by prosty konstrukcyjnie silnik łatwo zrobił 1 mln km
  • Największą zaletą samochodów z dużym przebiegiem jest regularny serwis
  • Samochody z dużymi wskazaniami licznika mają też stosunkowo atrakcyjne ceny, bo nikt nie chce ich kupować

Średni wiek samochodów oferowanych na sprzedaż w Polsce oscyluje wokół 10 lat. Przebiegi? 200 tys. km z lekkim naddatkiem to w zasadzie górna granica bólu dla potencjalnych klientów. Sprzedający, żeby się pozbyć towaru, wychodzą więc klientom naprzeciw i ustawiają liczniki zgodnie z ogólnymi oczekiwaniami. Mamy więc absurdy w stylu kilkunastoletniego diesla z przebiegiem 189 tys. km. Wyjątkowo zajechane auta mogą nawet mieć te 227 tys. km na blacie. Nasz klient – nasz pan!

W związku z tym postanowiliśmy na kilku przykładach przyjrzeć się samochodom z bardzo wysokimi, ale udokumentowanymi przebiegami. Stan takich aut powinien być bowiem stosunkowo bliski temu, co można z reguły znaleźć na naszych portalach ogłoszeniowych. Sprawdzimy, co i przy jakim prawdziwym (!) przebiegu może się popsuć, analizujemy też koszty niektórych większych napraw. Zrządzeniem losu wszystkie cztery omawiane pojazdy mają silniki wysokoprężne, a trzy z nich pochodzą z zagranicy – tam (jeszcze...) wciąż nieco rzadziej cofa się liczniki.

Na początek jednak dwa ważne zastrzeżenia. Po pierwsze: od czasu do czasu na rynku trafiają się i ponad 10-letnie samochody ze względnie niskimi przebiegami, tyle że takie oferty z reguły są bardzo drogie w stosunku do większości innych (cofniętych!) egzemplarzy z tego samego rocznika i (lub) rozchodzą się po znajomych bądź rodzinie sprzedającego.

Po drugie: przebieg przebiegowi nierówny. Przyjmijmy bowiem, że obok siebie stoją dwa identyczne samochody z takim samym wskazaniem licznika. Jeden wygląda jak obraz nędzy i rozpaczy – poniszczone wnętrze, podrapane plastiki, zmatowiały lakier, felgi są „wycięte”, a sprzęgło szarpie. Drugi za to mógłby udawać samochód co najmniej o połowę młodszy.

Jak to możliwe? To proste: wystarczy, że jednym ktoś jeździł głównie po mieście i nie dbał zbytnio o szczegóły związane z utrzymaniem wyglądu, a drugi stale pokonywał długie trasy, na dodatek pod opieką odpowiedzialnego właściciela. Wniosek: ogólne zużycie wnętrza i lakieru może – ale wcale nie musi – świadczyć o realnym przebiegu i o tym, w jakim stanie znajduje się mechanika.

I z tego względu, jeżeli szukasz nieco starszego samochodu używanego, bacznie zwracaj uwagę na jego stan techniczny – cyferki, które akurat widać między zegarami, też są ważne, bo im wiarygodniej udokumentowano przebieg, tym lepiej. Ale czasem naprawdę trafiają się zadbane samochody z (bardzo) dużym przebiegiem.

Kluczowym aspektem w przypadku takich pojazdów powinna być kondycja silnika i przeniesienia napędu. Bo o ile elementy karoseryjne lub zawieszenia da się naprawić względnie przewidywalnym kosztem, o tyle silnik kwalifikujący się do remontu to już poważniejszy problem.

BMW 525 TDS (E39) z 1997 r.: wygląd to sprawa drugorzędna, „piątka” miała jeździć

Auto Świat
4 ]]>

856 tys. km w 14 lat u jednego właściciela: do naszych kolegów z „Auto Bilda” zgłosił się swego czasu holenderski przedsiębiorca i zaproponował odkup swojego BMW 525 tds za symboliczną kwotę 1 euro. Miły pan nabył BMW z przebiegiem 136 tys. km i bez większych problemów – choć niezupełnie bez awarii patrz dalej – dobił niemal do miliona km.

Już na pierwszy rzut oka widać, że samochód po prostu się zużył. Co ciekawe, dobicie do miliona km umożliwił owiany złą sławą diesel 2.5 tds.

W ciągu 14 lat nie obeszło się bez kilku poważnych napraw. Warto wymienić zwłaszcza naprawę głowicy po przejechaniu 650 tys. km (używana – ok. 1200 zł).

Oględziny po 1 mln km ujawniły: zaawansowaną korozję blach i podwozia, luzy w podwoziu, zapchany kompostem intercooler i niedostatek mocy, a także niezły stan silnika (!) oraz „automatu”.

Nasza ocena: samochód brzydki, nie zawsze sumiennie serwisowany. Dużo jeździł w trasie, więc mimo zaniedbań dojechał do granicy miliona kilometrów.

Skoda Octavia 2.0 TDI z 2004 r.: wystarczy wymienić kilka plastików w środku i...

Auto Świat
8 ]]>

Cynk o tym egzemplarzu dostali nasi koledzy z czeskiego „Auto TIP”. W komisie w Brnie stała srebrna Octavia II 2.0 TDI z prawdziwym przebiegiem – serwis głównie w ASO – na poziomie pół miliona km.

Samochód poruszał się głównie w trasie, pomiędzy Czechami a Słowacją.

Na pierwszy rzut oka Octavia prezentowała się nieźle i wcale nie było widać po niej przebiegu – we wnętrzu uwagę zwracały nieliczne elementy, m.in. sfatygowany włącznik świateł, lewarek i guziki do sterowania szybami. Gdyby nieuczciwy handlarz cofnął licznik do 200 tys. km i dodatkowo wymienił zużyte plastiki, nikt nie rozpoznałby przebiegu.

Oględziny w serwisie nie wypadły już tak dobrze: problemy z rozruchem na ciepło, niebieski dym z wydechu, słyszalny świst turbiny (ale moc w normie!), uszkodzenia w obrębie głowicy, zużyte elementy zawieszenia i hamulce.

Nasza ocena: idealne auto do... cofnięcia licznika. Z zewnątrz ładne, pod blachą – lekko zużyte.

Toyota Carina II 2.0 D z 1991 r.: gnije, ale jeździ. I nie chce przestać

Auto Świat
12 ]]>

Jarosław Król z Zielonej Góry kupił swoją Carinę II w 1991 r. Wybrał diesla, bo wiedział, że będzie dużo jeździł. Wyszedł z tego 1 mln km.

Pierwsze wrażenie? Takie sobie: Toyota rdzewieje, jest wyliniała, niektóre elementy są niechlujnie spasowane.

Ale im dalej w las, tym lepiej: wnętrze wygląda nieźle, silnik równo pracuje.

Wiele elementów eksploatacyjnych, w tym m.in. sprzęgło (!!), pamięta jeszcze fabrykę. Pierwsze klocki hamulcowe wytrzymały 300 tys. km, tarcze – o 100 tys. km więcej. Po 760 tys. km ze względu na korozję regenerowano maglownicę. Silnik miał problem z głowicą (efekt uszkodzenia chłodnicy – kolizja), bo przez kilkaset tys. km należało dolewać litr chłodziwa co 2-3 tys. km. Motor naprawiono dopiero po 800 tys. km – czapki z głów, że z taką usterką przetrwał.

Od razu po zakupie wykonano dodatkowe zabezpieczenie antykorozyjne. Poza tym: eksploatacja w trasie, regularne wymiany oleju (co 10-15 tys. km) i natychmiastowe usuwanie niemal każdej usterki.

Nasza ocena: jazda w trasie plus pieczołowita obsługa równa się 1 mln km.

Volkswagen Amarok 2.0 TDI z 2014 r.: olej wymieniany co pół roku, czyli co 100 tys. km!

Auto Świat
16 ]]>

Prawie 700 tys. km w 3,5 roku – wynik imponujący. Dla pomarańczowego Amaroka pana Hansa Rengera spod Monachium to jednak żaden problem. Auto służy jako koń pociągowy – na podpiętej do haka lawecie wozi drogie, rzadkie i ekskluzywne samochody.

To drugi Amarok pana Rengera – pierwszy wytrzymał 750 tys. km i został sprzedany, gdy „skończyły się” drugi silnik i dyferencjał. A co zrobił średnio zadowolony z trwałości auta i obsługi w VW właściciel? Znów kupił Amaroka.

Samochód jeździ prawie wyłącznie autostradami, bez przekraczania 100 km/h nawet „na pusto”. Silnik rzadko kiedy kręci się powyżej 2000 obr.

Pierwszy „automat”(8b) poddał się po 371 tys. km – normalnie ok. 15 000 zł; tu na gwarancji. Drugi na razie działa bez zarzutu. Opony wytrzymują 245 tys. km (!), olej po gwarancji jest wymieniany co pół roku, czyli mniej więcej co 100 tys. km (!!).

Wymiany wymagał DPF (ok. 5000 zł), nowy co 200 tys. km jest czyszczony (tryb serwisowy).

Nasza ocena: VW nie stygnie, nie jest kręcony powyżej 2000 obr. i ma się świetnie.

Naszym zdaniem

Duży przebieg? Tak, ale... ...przy zachowaniu pewnych zasad. Taki samochód powinien przed zakupem dokładnie obejrzeć fachowiec – jeżeli kroi się jakaś grubsza naprawa, to szlag od razu trafi wszystkie oszczędności wynikające ze względnie atrakcyjnej ceny zakupu pojazdu.

Polecamy także:

Popularne komentarze (181)

No photo
~RR : A ja jakiś czas temu kupiłem sobie stare BMW e38. Pod maską silnik 4,4l V8. Auto raczej jako zabawka a nie codzienny środek lokomocji. W każdym razie kupiłem je z przebiegiem 367000km. Przebieg oryginalny potwierdzony w belgijskim ASO. Nie powiem bo wymagało sporych nakładów aby cieszyło. Jakiś czas temu szukaliśmy z kolegą takiego samego auta dla niego i to co wystawiane jest na polskich portalach to aż strach jechać. Na licznikach po 200000 a środek porównując do mojego wygląda jakby miał 1mln kilometrów. Zawieszenie zresztą podobnie. Podsumowując duży przebieg nie dyskwalifikuje auta pod warunkiem że jest oryginalny a my jesteśmy świadomi co kupujemy i ile będziemy musieli w takie auto zainwestować. Najgorzej to kupić "kota w worku" a potem płakać że się sypie.
12 gru 17 08:16 | ocena: 96%
Liczba głosów:59
96%
100%
Zgłoś oceń: -1 +1
No photo
~Skupkomiksow.pl : A ja właśnie nabyłem W140, przebieg nie wiadomo bo pewnie licznik z dwa razy cofnięty ale przy tym samochodzie nie ma to żadnego znaczenia. Wnętrze zadbane małe poprawki i będzie jak nowe bo prawdziwa skóra i prawdziwe drewno jest mega trwałe. Wszystkie szyby i blachy w oryginale choć wymaga ponownego lakierowania i drobnych napraw blacharskich. Finalnie liczę, że zrobienie tego merca na "nówkę sztukę" + to co za niego zapłaciłem z kosztami sprowadzenia to cena kilkuletniego samochodu klasy średniej. Z tym, że mój W140 po zrobieniu będzie jeździł tak długo jak będę chciał i nie będzie to wiązało się z jakimiś wielkimi kosztami a czas użytkowania współczesnego samochodu to kilka lat i bo potem to wiele problemow
11 gru 17 18:45 | ocena: 83%
Liczba głosów:56
83%
100%
Zgłoś oceń: -1 +1
No photo
~Zgred do ~poznaniak: SIe nie podniecaj tylko czytaj ze zrozumieniem. Napisano wyraźnie, że auta 10 letnie ze stosunkowo mały przebiegiem się zdarzają ale rozchodzą się jak ciepłe bułeczki po rodzinie lub znajomych. Mam taką sztukę u siebie to mój sąsiad mnie średnio raz na miesiąc pyta czy nie sprzedam. takie auta w ogóle nie trafiają do komisów bo po co ?
12 gru 17 15:09 | ocena: 96%
Liczba głosów:26
96%
100%
Zgłoś oceń: -1 +1

Wpisz komentarz

Nie udało się dodać załącznika.
Nie udało się dodać więcej załączników, usuń któryś z już dodanych
Poczekaj chwilę - trwa dodawanie załączników.

Komentarz został wysłany.

Przepraszamy Twój komentarz nie może zostać wysłany

Wkrótce pojawi się w serwisie. Zachęcamy do dalszej dyskusji. Wystąpił błąd i nie można zapisać komentarza.

 
No photo


Twój podpis

Redakcja poleca